Fundacja 'Koci Pazur' Strona Główna Fundacja 'Koci Pazur'
Fundacyjne forum kociarzy z Poznania

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
kocie burrito
Autor Wiadomość
zuzk 
DŻUNIOR

Dołączyła: 06 Kwi 2017
Posty: 514
Skąd: Poznań
Wysłany: Wto 30 Maj, 2017 20:19   kocie burrito

Dobry wieczór,

chciałabym podzielić się z Wami pewnym doświadczeniem, które miało miejsce podczas wizyty u weterynarza, a jednocześnie zapytać, czy takie postępowanie jest "normalne".

Byłyśmy dziś (ja i siostra) z kotkiem u nowego dla nas weterynarza, wszystko przebiegało w miarę okej (chociaż uważam za niezbyt kulturalne odbieranie telefonu podczas wizyty pacjenta czy kilkukrotne prośby o przypomnienie mojego nazwiska, bo podczas wywiadu ze mną, Pani dr udzielała równocześnie wskazówek swojej pomocnicy), ale do rzeczy.
Dodam jeszcze, że kotek, od pewnego czasu, już nie zachowuje się u weterynarza najgorzej, powiedziałabym nawet, że całkiem dobrze. Dzielnie znosi zastrzyki, usg, rentgen czy ogólne oględziny jego stanu, jedyne czego nie znosi to mierzenia temperatury, krótko mówiąc, nienawidzi mieć czegoś w dupce ;) no a tak się dziś niefortunnie stało, że pierwszym badaniem jakie Pani dr przeprowadziła było pobranie jakiegoś wymazu z prostnicy, przy czym oczywiście Biś nie był najspokojniejszym kotkiem na świecie. Kolejne było pobranie krwi, i tu stało się coś, czego jako nadopiekuńcza kociamatka nie mogę zrozumieć, otóż Pani stwierdziła, że ponieważ kotek nie jest "współpracujący" to ona przyniesie koc, myślę sobie - okej, nie wiedziałam po co, zupełnie nie podejrzewałam, owinęła go w ten koc, wyciągnęła mu tylko łapkę i kazała nam mocno trzymać, nieświadome tego co właściwie robimy, zrobiłyśmy co nam kazała, Biś zaczął tak potwornie się wydzierać, po krótkiej chwili oczywiście z koca się wydostał (bo niedostatecznie mocno trzymałyśmy...), my kiedy już dotarło do nas na co się zgodziłyśmy, powiedziałyśmy, że nie chcemy tego koca, że go przytrzymamy bez niego, Pani dr nie była z tego faktu zadowolona, bo "nie damy rady", ale ostateczne się zgodziła. I poszło gładko, Bis wtulił się w ramię i nawet nie drgnął podczas pobrania krwi. Fakt żałuję, że nie wspomniałam Pani dr, że Biś tak źle reaguje tylko na jakieś sprawy okołodupkowe, ale zupełnie o tym nie pomyślałam w tamtej chwili.. Po powrocie do domu Biś schował się pod łóżkiem i czuję, że zafundowałam mu traumę ;( ja zresztą tez nie mogę dojść do siebie po tym co zaszło w gabinecie.

I teraz proszę, podzielcie się ze mną swoimi opiniami na ten temat, skąd w ogóle pomysł z tym kocem (?!), czy to powszechnie stosowana praktyka?
Ostatnio zmieniony przez zuzk Sro 12 Lip, 2017 08:49, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
MISIEK 
Misiek

Wiek: 32
Dołączyła: 17 Kwi 2016
Posty: 1232
Skąd: Swarzędz
Wysłany: Wto 30 Maj, 2017 20:46   

osobiście nie spotkałam się z użyciem koca u weterynarza
spotkałam się z sytuacjami gdzie przeważnie proszą innego weta/technika do pomocy, proszą mnie o przytrzymanie lub zakładają kaftan-jednak ja dość rzadko chodzę do weta; może ktoś inny ma podobne doświadczenie do twoich
 
 
Chitos 

Dołączyła: 05 Cze 2015
Posty: 1819
Skąd: Poznań
Wysłany: Wto 30 Maj, 2017 20:49   

Z moja Monka tez jest do użycia koci kaftanik bo to istna lwica u Weta przy pobieraniu krwi..
 
 
Eva 
EVA_GEN

Wiek: 32
Dołączyła: 23 Wrz 2014
Posty: 7154
Skąd: POZNAŃ
Wysłany: Wto 30 Maj, 2017 20:50   

Oczywiscie-to dobra metoda dla zdenerwowanego kota. Zakrywa sie glowke by byl spokojniejszy, mozna tez dzieki temu przyblokowac lapki by nie drapal. Trzeba to zrobic bardzo delikatnie by nic kotu nie uszkodzic, jednoczesnie stanowczo, aby kot byl unieruchomiony i bezpieczny w badaniu. Do weta zawsze dobrze zabrac swoj koc lub gruby recznik aby uniknac ew.zarazkow z koca gabinetowego.

Są takze specjalne kaftanki, ale one tez rzadko sa dezynfekowane miedzy pacjentami, wiec lepiej miec cos swojego.
_________________
nie mogę, Kot na mnie leży.
 
 
zuzk 
DŻUNIOR

Dołączyła: 06 Kwi 2017
Posty: 514
Skąd: Poznań
Wysłany: Wto 30 Maj, 2017 21:01   

Dziękuję za opinie :) W takim razie popełniłam błąd, nie zaznaczając wyraźnie, że jestem w stanie utrzymać kotka przy pobraniu krwi, mam nauczkę
 
 
Morri 

Dołączyła: 24 Maj 2010
Posty: 15413
Skąd: Poznań
Wysłany: Wto 30 Maj, 2017 22:55   

ja zawsze mam swój koci i nieraz korzystam z tej metody, bo ostatecznie pobranie krwi trwa krócej i sprawniej przebiega. Dotyczy to jednak dzikich kotów.
 
 
filo 

Dołączyła: 23 Wrz 2010
Posty: 3507
Skąd: Poznań
Wysłany: Czw 01 Cze, 2017 23:41   

Wszystko zależy od kota i umiejętności przytrzymania go przez opiekuna przy zabiegach u weta.
Znam swoje koty i wiem, który jak reaguje. Ale na 100% nigdy wszystkiego nie przewidzę. I nie raz byłam już bardzo mocno pogryziona przez koty, które kochały mnie bezgranicznie. A weta kot nie zna i nie będzie miał oporów, żeby gryźć i drapać.
Dlatego dobry chwyt, w tym chwyt za kark, oraz kocyk (własny!) to podstawa. Jeśli trzeba, to torba iniekcyjna i kaganiec.
Bezpieczeństwo wszystkich jest najważniejsze: i ludzi i kota, który przecież nie może nagle gdzieś zwiać z igłą w łapie, bo ty nie wytrzymasz bólu z powodu pogryzienia i go puścisz.
 
 
zuzk 
DŻUNIOR

Dołączyła: 06 Kwi 2017
Posty: 514
Skąd: Poznań
Wysłany: Pią 02 Cze, 2017 07:32   

Ja już wiem, że do pobrania krwi, koc nie jest potrzebny, ale wyraźnie będę o tym mówić przy następnej okazji.
 
 
RudaMaruda 
Karolina

Wiek: 24
Dołączyła: 18 Wrz 2015
Posty: 531
Skąd: Poznań
Wysłany: Pią 02 Cze, 2017 09:49   

Jeżeli chodzi o koc - tak, jest to częsta praktyka, ale tylko w przypadku naprawdę wrednych łajdaków, jak na przykład mój Sir Kot. Jest tak silny, że skubany rozpinał te kaftany na rzepy przy karku zanim dodatkowo je zabezpieczyliśmy, drapał, gryzł, latał po ścianach i naprawdę ciężko go było złapać. Jest duży i nienawidzi weterynarzy, my wyglądaliśmy jak emo po każdej wizycie, nic się nie dało z nim zrobić, po prostu mały szatan. Potem u innego weta dwie panie zarzuciły koc i po dwóch ucieczkach udało się go obezwładnić i pobrać w końcu krew. Ale ponoć widok był straszny, ja nie weszłam żeby nie denerwować kota swoim zdenerwowaniem. Ale słyszałam wszystko - takich kwików to rzeźnia by się nie powstydziła, inne zwierzęta wpadły w panikę w poczekalni :D Ale to jest taki przypadek, że inaczej się nie da - on się rzuca na twarz, gdy widzi weterynarza, a nie tylko drze papę. No i na Sir Kota koc działa jak płachta na byka. I weterynarze też. Czasem już z transportera atakuje przechodzących wetów, warczy i syczy tez na tych, których pamięta.

Moim zdaniem wetka poszła na łatwiznę, nie powinna przynosić od razu koca tylko zapytać od razu, czy go utrzymasz. Mnie zawsze pytają przy drugim kocie, czy dam radę go przytrzymać czy potrzebny będzie koc, nie spotkałam się ani razu z odgórną próbą przyniesienia koca bez słowa. Dokładnie tak, jak mówisz - zaznaczaj od razu, że koc nie jest potrzebny, bo dasz radę. Poza tym c'mon, każdy kot nie lubi mieć termometru w pupsku, my też raczej za tym nie przepadamy :D
_________________
Szczęśliwie wyadoptowani: Oreo, Stanley, Seti, Teo
 
 
ElizkaKa 
ElizkaKa

Dołączyła: 22 Sie 2017
Posty: 3
Skąd: Poznań
Wysłany: Czw 24 Sie, 2017 13:41   

Ja osobiście nie spotkałam się z taką praktyką chociaż przed wizytą u weterynarza zostałam poinformowana telefonicznie, że taki kocyk albo ręcznik dobrze wziąć. Mój kot jednak jest jak zahipnotyzowany u weterynarza i można mu robić wszystko
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
x
"Strona internetowa oraz forum Fundacji dla Zwierząt Koci Pazur" wykorzystuje pliki cookies.
Korzystając z niej wyrażasz zgodę na używanie plików cookies w celach statystycznych. [więcej informacji]