Fundacja 'Koci Pazur' Strona Główna Fundacja 'Koci Pazur'
Fundacyjne forum kociarzy z Poznania

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Następny temat
Łysy Morus
Autor Wiadomość
Neda 

Dołączyła: 05 Wrz 2016
Posty: 2853
Skąd: Suchy Las
Wysłany: Czw 24 Sty, 2019 23:04   Łysy Morus

Kontakt w sprawie adopcji
adopcje@kocipazur.org
502 111 279 (pon., wt., czw. 18-20)

------
Łysy Morusek, zanim do nas trafił, bytował na jeżyckim podwórku lub w piwnicy swojej karmicielki. Był wykastrowany i dokarmiany, więc jakoś mu się wiodło. Ale jak to bywa, do czasu... Pewnego dnia Morus wyłysiał. Porę roku znalazł na to najgorszą - zimę. Dziki kot, jak sądziliśmy, długo nie dawał się złapać. Ale w końcu, na szczęście tuż przed długimi styczniowymi mrozami, udało się. Pomógł podbierak, piwnica i to, że na dworze marzł, inaczej pewnie nigdy byśmy go nie złapali.

Po schwytaniu Morusek okazał się kotem.... w pełni oswojonym, łagodnym, pragnącym kontaktu z człowiekiem. To młody, bo ok. 3-letni kocurek. Obecnie diagnozujemy go i leczymy.

Morusek nie ma domu. Domyślamy się, że jego przypadłość na dobre wykluczy go z powrotu w miejsce bytowania, a tymczasem domów tymczasowych i miejsca w szpitaliku brak. Morusek przebywa obecnie w klatce, w kotłowni. Tylko takie (w miarę) ciepłe lokum, gdzie codziennie ktoś do niego zagląda i się nim opiekuje, udało się czasowo wydzierżawić. Morusek nie narzeka, ale bardzo chciałby mieć swój ciepły domowy kącik i człowieka chętnego do głaskania. On chętny do głasków już jest - i to baaaardzo. :)





Łysy Morus na ZDJĘCIACH i FILMACH
Ostatnio zmieniony przez jaggal Pon 15 Lip, 2019 16:11, w całości zmieniany 4 razy  
 
 
Neda 

Dołączyła: 05 Wrz 2016
Posty: 2853
Skąd: Suchy Las
Wysłany: Czw 24 Sty, 2019 23:09   

Morusek pierwsze dni w nowym miejscu zniósł tak sobie - bał się odgłosów pieca, nie chciał jeść, więc przekabacaliśmy go śmieciami z saszetek. W końcu zaskoczył z jedzeniem, z mizianiem, a z klatki pierwszy do wyjścia. Na początku bałam się go wypuścić (film). Wyciąganie kota z brudnych i ciemnych zakamarków ciasnej kotłowni średnio mi się uśmiechało, ale w końcu okazało się, że Morus nie chce uciekać i chować się. Woli się porozglądać i pomiziać. To pierwszy filmik. Niedługo nakręcimy nowe. Te straszne dźwięki w tle to odgłos czyszczonego pieca.

 
 
jaggal 
senpai.

Dołączyła: 13 Cze 2015
Posty: 5129
Skąd: Poznań, Winogrady
Wysłany: Pią 25 Sty, 2019 10:50   

"Łysek z pokładu Nedy"?
_________________
A kim to jesteś, rzekł dumny lord, że muszę ci się kłaniać?
Jedynie kotem innej maści, takiego jestem zdania!
W płaszczu czerwonym albo złotym, lew zawsze ma pazury
Lecz moje równie ostre są i sięgną twojej skóry.
 
 
Neda 

Dołączyła: 05 Wrz 2016
Posty: 2853
Skąd: Suchy Las
Wysłany: Pią 25 Sty, 2019 12:28   

jaggal napisał/a:
"Łysek z pokładu Nedy"?


W tej wersji kot ładuje węgiel do pieca w kotłowni. :lol:
 
 
Neda 

Dołączyła: 05 Wrz 2016
Posty: 2853
Skąd: Suchy Las
Wysłany: Pią 01 Lut, 2019 18:30   

Morus (nadal Łysy) w poniedziałek trafi do dr Sobieralskiej. Czekamy jeszcze na część wyników spod Wież, nadal mamy jedynie morfologię, biochemię i całkowite T4, niestety nie są wzorcowe, choć nie ma też megatragedii. Martwią mnie jego uszy, stan zębów, no i oczywiście braki futra.

Sam Morrus martwi się chyba tylko tym, że siedzi w klatce w kotłowni. Apetyt i chęci na mizianie ma bowiem ogromne. No i wypuszczam go za każdym razem, gdy u niego jestem. Zresztą go się nie utrzyma w klatce podczas dyżuru. A na koniec, gdy kota trzeba znów zamknąć, to dosłownie trzeba szybko "wrzucić" go do klatki i w sekundę ją zatrzasnąć. :roll: Najczęściej na krótkim wychodnym plącze się pod nogami lub wskakuje na klatkę, głośno mruczy i ugniata. Fajny z niego kot i bardzo żałuję, że nie mogę go przenieść do domu. Ale to, co wyprawia się, gdy mój jeden gamoń zobaczy za oknem lub wyczuje na moich rękach kota, to stawia do pionu całą chatę...

Łysy Morus i ciekawostki:
- gdy wchodzimy do kotłowni - syczy, dopiero po chwili jak się skapnie, że MY to MY, to jest miauk i zawodzenie, żeby go wypuścić.
- suple dostaje do miski - bo z palca strach je podawać - chwyta od razu za pół palucha - lub w ogóle nie reaguje; z przysmakami jest podobnie - trzeba uważać na palce, taki łapczywy jest, a zlizywać nie bardzo chyba umie :lol:
- na razie boi się trzymania na rekach, choć ze wzięciem na ręce w celu wpakowania kota do klatki na szczęście nie ma problemu
- jest bardzo ruchliwy, co znacząco, przy takim sprzęcie i oświetleniu, utrudnia jego sfotografowanie











I FILMIKI:



 
 
kotekmamrotek 
kotekmamrotek

Wiek: 42
Dołączyła: 08 Cze 2014
Posty: 12547
Skąd: Luboń
Wysłany: Wto 05 Lut, 2019 12:23   

Morus zaliczył wczoraj baaaardzo drobiazgową wizytę u weterynarza... Nie jest najlepiej, a raczej szykuje się dłuższa i na pewno skomplikowana diagnostyka... Czego jesteśmy pewni to zapalenie pęcherza - w tym wypadku dobrze, że wcześniej nie został zaordynowany antybiotyk, bo mocz od razu został wysłany na posiew. Na pewno są mocno powiększone węzły krezkowe, a także jedno nadnercze. Poziom hormonów tarczycy wskazuje na jej niedoczynność, objawy - wręcz przeciwnie... Ale taka huśtawka związana z tym organem może być wynikiem chronicznego niedożywienia, więc póki co - karmimy i sprawdzamy za miesiąc. Morus ma też bardzo powiększone (jakby spuchnięte) łapki, niepasujące rozmiarem do kości śródręcza, oraz duże kły - akromegalia??? Generalnie coś jest nie tak z gospodarką hormonalną... A z tymi łysinami to też jest ciekawostka dropsa - sierść odrasta, ale... beżowa. Jakby został oblany jakąś substancją wybielającą, co oczywiście nie jest możliwe, bo zmiany występują symetrycznie...
Tonu serca nie dało się odsłuchać, bo Morus zagłuszał mruczeniem wszystko:) Ale puls jest prawidłowy!
Zły stan paszczy to w przypadku kocura naprawdę drobiazg:/
 
 
kat 

Dołączyła: 18 Mar 2013
Posty: 14577
Skąd: Poznań
Wysłany: Wto 05 Lut, 2019 12:32   

Myślę, że na bazie przypadłości naszych kotów mógłby powstać niejeden doktorat...
 
 
Neda 

Dołączyła: 05 Wrz 2016
Posty: 2853
Skąd: Suchy Las
Wysłany: Pią 08 Lut, 2019 11:06   

Zdrowotna korekta:
- Morus jednak nie ma zapalenia pęcherza
- brud w uszach to nie świerzb

Lekkie zdziwienie, ale chociaż tyle dobrego. :)

Z życia Morusa:
- Łysy nadal często syczy, gdy wchodzę do kotłowni, dopiero po chwili zaskakuje, że "Aaaa, to ona! MIAUUU!" i z całej siły napiera na pręty klatki, by z niej wyjść. Chowanie Morusa do klatki nadal przebiega szybko i gwałtownie, i w tym temacie raczej nic się nie zmieni. :lol:

- Łysy boi się Kędziora, czyli mojego męża - gdy jest wypuszczony w kotłowni i obydwoje jesteśmy tam z nim, to Łysy chowa się za piec i muszę go wołać, żeby wyszedł (przychodzi), choć Kędziorowi nadal nie ufa, tak jak mi. :cool:

- Łysy jest łapczywy i niecierpliwy - jak go wypuszczam, to oczywiście jest już w pełnej gotowości na głaski i jedzenie, więc łazi po klatce, ugniata i traktorzy, a widząc, że ja zwlekam z jednym i z drugim, bo coś mu tam przewracam w klatce, wyciągam, zamiatam, to wtedy Łysy CHAPS! mnie za włosy (jak jakąś niewolnicę, którą za nieposłuszeństwo za kudły można przeciągnąć) :marudzi:

A jak coś tam na klatce jeszcze przewracam/wyciągam, to na ręce też uważać muszę - wczoraj mnie ugryzł i to nawet mocniej, bo przecież "GDZIE JEDZENIE KOBIETO?!" :bat:

A je, jakby tydzień nie jadł - łapczywie, cały się na mordzie umaże, no zero kultury :roll:

Takie są moje z Morusem kontakty. Postaram nagrać się coś w weekend, żeby nie było, że go tu oczerniam bezpodstawnie.
 
 
kat 

Dołączyła: 18 Mar 2013
Posty: 14577
Skąd: Poznań
Wysłany: Pią 08 Lut, 2019 11:29   

:D :D :D
 
 
Neda 

Dołączyła: 05 Wrz 2016
Posty: 2853
Skąd: Suchy Las
Wysłany: Pon 25 Lut, 2019 13:54   

W kotłowni bez zmian.
Wiemy tylko, że brud w uszach to nie świerzb, zapalenia pęcherza nie było, a wyniki na dermatofity wyszły ujemne. Niedługo Morusa czeka kolejna wizyta u Pani doktor, a ja patrząc na niego - na apetyt, chęć do miziania, niechęć do siedzenia w klatce, próbuję zapomnieć o dalszym diagnozowaniu, o tym, że sierść nie odrasta, że skoro to nie grzyb, nie świerzb, nie nużeniec, to biorąc pod uwagę wyniki może...

Morus nie robi sobie z moich obaw nic. Jak tylko wchodzę do kotłowni, jak zawsze wita mnie szybkim syknięciem, szybkim miauknięciem i .... tu otwieram klatkę, bo jeśli nie zrobię tego od razu, to Morus próbuje wyważyć drzwiczki, łącznie z próbą podkopu... :roll: :D

WYPUŚTA KOTA! AIUTO!



Dlatego karmiony jest na klatce. Apetyt, jak widać.... Podudzie kurczaka ostatnio zniknęło równie szybko. :)

TYDZIEŃ NIE JADŁE!!!!




A tu moim z pomocnikiem tuż po obcinaniu pazurków.... Pomoc się przydała, bo kot tak ugniatał podczas obcinania, że musiałam uważać, by za mocno nie przyciąć ruszających się pazurków. (DŹWIĘK!) :D

 
 
wiedźma 

Wiek: 38
Dołączyła: 17 Gru 2015
Posty: 3385
Skąd: Biskupice
Wysłany: Wto 26 Lut, 2019 19:16   

Patrzę w jaki sposób je i chce mi się ryczeć :( Ile głodu musiał zaznać :(
_________________
"Ludzi można z grubsza podzielić na dwie kategorie: miłośników kotów i osoby poszkodowane przez los."
Oscar Wilde
 
 
saszka 
Leniwiec Poldek

Dołączyła: 30 Wrz 2015
Posty: 5229
Skąd: Poznań
Wysłany: Sro 20 Mar, 2019 14:56   

Cio tam? :)
_________________
If cats looked like frogs we'd realize what nasty, cruel little bastards they are. Style. That's what people remember.
 
 
Neda 

Dołączyła: 05 Wrz 2016
Posty: 2853
Skąd: Suchy Las
Wysłany: Pią 22 Mar, 2019 16:26   

U Morusa sanatoryjnie. A dlaczego sanatoryjnie?

Bo Morusowi, choć wyniki na dermatofity wyszły ujemne, to pani doktor przypisała przymoczki z cieczy kalifornijskiej. Nazywam to uzdrowiskowymi kąpielami siarkowymi, bo mniej więcej tak to... ekhm, pachnie. Ponieważ on zmiany ma na większej powierzchni ciała, to przymoczki kończą się dla niego w sumie kąpielą, dlatego robimy to nie w kotłowni tylko u mnie w łazience. Zamykamy się przed moimi kotami, wywalamy kuwetę za drzwi, i działamy. Morus przechodzi zabiegi godnie, równo obryzgując żółtą śmierdzącą cieczą wannę, podłogę, drzwi i szafki (w końcu otrzepać się trzeba :) ). Po wyschnięciu kota, długo jeszcze unosi się uzdrowiskowy smrodek. O mnie też się wyciera... nawet po jedzeniu, waląc brudną buzią baranka prosto w moją twarz. :D

Ponieważ widzę go codziennie, to trudno mi stwierdzić, czy jest jakiś efekt, czy nie. Ale już w poniedziałek czeka go kolejna wizyta i bezstronne oczy lekarza na niego spojrzą, będzie też powtórka z badań tarczycy.

W weekend przerzucę foty, które mam.
 
 
KrisButton 

Wiek: 56
Dołączył: 18 Lis 2014
Posty: 2869
Skąd: Luboń
Wysłany: Pią 22 Mar, 2019 21:55   

Dla mnie ta woń kojarzy się z gejzerami, siarkowodór i tyle, ale jest pomocna i skuteczna. Oby Moruskowi też pomogła i żeby badania wyszły dobrze, mocno życzymy :serce:
_________________
Istnieją dwa sposoby ucieczki od prozy życia: muzyka i koty.
Synuś w moim sercu i pamięci, na zawsze.
 
 
Neda 

Dołączyła: 05 Wrz 2016
Posty: 2853
Skąd: Suchy Las
Wysłany: Czw 28 Mar, 2019 17:09   

Na razie mam filmiki:

Tu mizulek Morus dosychający po siarkowej kąpieli na pralce. Na końcu nagroda za dobre sprawowanie po tak niemiłym wydarzeniu:



Tu łysy miziul już w zasadzie wyschnięty:



A tu nagroda za ostatnią kąpiel Morusa:




Tym samym kończymy siarkowe kąpiele, wdrażamy spirulinę, a ponieważ poniedziałkowe wyniki na tarczycę były już w normie... szukamy dalej przyczyny jego wyglądu. :roll:
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
x
"Strona internetowa oraz forum Fundacji dla Zwierząt Koci Pazur" wykorzystuje pliki cookies.
Korzystając z niej wyrażasz zgodę na używanie plików cookies w celach statystycznych. [więcej informacji]