Po złapaniu Ramena natychmiast udaliśmy się do weterynarza, by wykonać podstawowe badania – morfologię, badanie moczu, USG i ogólny przegląd zdrowia. Na szczęście Ramen jest ogólnie w dobrej kondycji jak na kota żyjącego na wolności. Poza lekkim zapaleniem górnych dróg oddechowych, które objawiało się głośnym bulgotaniem. Weterynarz zaopatrzył nas w antybiotyk i rozpoczęliśmy leczenie. Dodatkowo Ramen miał okropnie połamane i zakrwawione pazury - prawdopodobnie to skutek bardzo nieprawidłowej diety. Nie obędzie się również bez bardzo ważnego zabiegu stomatologicznego - już podczas wizyty z pyszczka wydobywał się intensywny i nieprzyjemny zapach, a po jego otwarciu ukazał się pokaźnych rozmiarów kamień. A na sam koniec została nam tylko kastracja.
Mimo stresu związanego z odłowieniem i wizytą u weterynarza, Ramen dzielnie znosi wszystkie procedury. Jednak napięcie i lęk wciąż dają mu się we znaki – to bardzo wystraszony i wycofany kotek, który potrzebuje dużo czasu i wsparcia, by poczuć się bezpiecznie. Robię wszystko, by pomóc mu oswoić się z nową sytuacją i stopniowo budować jego zaufanie.
Ramen na ZDJĘCIACH i FILMACH.