
Niestety okazało się, że jest bardzo łakomym kotkiem, który mruczy do miski. Wydaje się rozkoszna i bezbronna do czasu, aż zauważa ludzkie palce - potrafi na nie zaszarżować lub pogryźć z doskoku. Co jest niesamowicie przykre, bo widać, ile musiała przeżyć mimo młodziutkiego wieku :/ Z jednej strony rzuca się na jedzenie tak dziko, że tylko się modlić, aby się nie zadławiła. Z drugiej ta jej reakcja na palce... Dodam, że teraz jak mam dłonie zaciśnięte w pięści to jest ok, jak dotykam ją lekko, gdy nie widzi, jest w miare ok. Ale na rozprostowane dłonie reaguje krwiożerczo i histerycznie. I tak została u mnie - nie mogłam wydać kota, który głównie siedział wciśnięty w kąt, burczał i próbował gryźć.
Miałam długo zagwozdkę, co z nią zrobić - z jednej strony nie ma gdzie wrócić - ani jej nie dokarmiano, ani okolica bezpieczna. Z drugiej zachowywała się dość skandalicznie jak na takie urocze stworzenie.
Ostatnio stwierdziłam, że jest jakieś światełko nadziei w tunelu. Powoli zaczynam rozumieć jej reakcje. Poza tym po moim powrocie z przerwy świątecznej okazało się, że reaguje na mnie mimo wszystko dużo pozytywniej niż na nowo poznane ciocie.
Jeszcze za kratami
Chloe ma cudowny układ plamek na ryjku
A tu w pełni swojej nieco zawichrowanej okazałości
Więcej zdjęć TUTAJ i filmów TUTAJ.