Filip Leszczyński
Moderatorzy: Migotka, crestwood
- KrisButton
- Posty: 3787
- Rejestracja: 18 lis 2014, 14:17
- Lokalizacja: Luboń
Hith pisze:Krótkie info o nowej umiejce Filipa: nauczył się wchodzić pod kołderkę. Nie marznie już biedota przy porannym kizianiu...
A to u nas z kolei trend odwrotny - Marianna może leżeć na mnie albo na kołdrze w nieskończoność, ale spróbuj przykryć jej chociaż czubek stópek to od razu afera
Hemingway mawiał: „Posiadanie jednego kota prowadzi do posiadania następnego”, dlatego też z Marianną i Kreską gościliśmy Izaurę i Leonsję, a wcześniej Dramata Niezłomnego oraz Kostka ❤
-
Lidia Nieznańsk
- Posty: 1
- Rejestracja: 20 mar 2017, 11:11
- Lokalizacja: Luboń
Śledzę losy Filipa.
Przyszedł na moją działkę jako malusieńki szkielecik. Wyrzucony jak zbędny przedmiot.
Zaopiekowała się nim kotka, która nigdy nie miała własnych kociąt, a bardzo chciała być mamą.
Traktowała go jak własne dziecko -karmiła chociaż nie miała czym.
Na początku karmiliśmy go " siłowo", bo nie chciał jeść.
Był oswojony i bardzo przytulaśny.
Stracił zaufanie do ludzi gdy wyruszył na "podbój" działek.
Spotkał tam ludzi dla, których zwierzak to samo zło.
Taka nieufność do ludzi sprawiła, że żyje.
Ja i mąż nosiliśmy go na rękach i bardzo mu się to podobało.
Przyszedł na moją działkę jako malusieńki szkielecik. Wyrzucony jak zbędny przedmiot.
Zaopiekowała się nim kotka, która nigdy nie miała własnych kociąt, a bardzo chciała być mamą.
Traktowała go jak własne dziecko -karmiła chociaż nie miała czym.
Na początku karmiliśmy go " siłowo", bo nie chciał jeść.
Był oswojony i bardzo przytulaśny.
Stracił zaufanie do ludzi gdy wyruszył na "podbój" działek.
Spotkał tam ludzi dla, których zwierzak to samo zło.
Taka nieufność do ludzi sprawiła, że żyje.
Ja i mąż nosiliśmy go na rękach i bardzo mu się to podobało.
Co słychać u Filipa? 
Hemingway mawiał: „Posiadanie jednego kota prowadzi do posiadania następnego”, dlatego też z Marianną i Kreską gościliśmy Izaurę i Leonsję, a wcześniej Dramata Niezłomnego oraz Kostka ❤
Nie zdążyłam zaktualizować wątku przed wyjazdem, więc sorki za poślizg, ale już jesteśmy z nowościami!
Filip w końcu nam się trochę rozbrykał pod kątem zabawy: na początku pobytu nie bawił się wcale, potem trochę, ale teraz to już całkiem się rozkręcił
Najpierw upodobał sobie tor z piłeczką, którą paca się łapą. Naszym kotkom trochę się już znudził, ale Filip potrafi spędzić przy nim i pół godziny, brykając dookoła jak mały kociak - niestety najczęściej zasiada do zabawy, kiedy gasimy światło i idziemy spać, hałasuje nam niedaleko łóżka... ale nie mam serca mu przerywać. Przy wyciąganiu wędek na początku się chował, chyba nie czuł się pewnie przy energicznych rezydentkach, ale ostatnio i jemu spodobało się polowanie na piórka. Oraz na laserek - laserek okazał się wielką miłością i Filip skacze przy nim tak, że przepłasza nawet Psotkę, która w naszym domu jest Miłośniczką Laserka Nr1. Przy okazji Filip to taka słodka gapa - w przeciwieństwie do naszych kotów, nie zorientował się jeszcze, skąd się bierze to światełko, więc nawet gdy schowamy już laserek, chodzi zdezorientowany i szuka go jeszcze chwilę po podłodze
Kiedy pogoda sprzyja, kąpiele słoneczne są na porządku dziennym - na podłodze, na kanapie, na parapecie, na stole... na który, ekhem, koty miały raczej nie wchodzić, ale:
1. Przecież tak słodko sobie leży.
2. Przecież tak ładnie się wygrzewa.
3. Przecież jest taki kochany.
A jak zobaczyłam, że leży razem z Psotką, która najbardziej niechętnie podchodzi do nowych kotów, to już w ogóle serduszko mi się roztopiło i jeszcze je pochwaliłam, że takie grzeczne.
Z Nitką z kolei leżakuje czasem w naszym łóżku (może inaczej: to my leżakujemy czasem w kocim łóżku - ostatnio na dodatek trochę linieją na wiosnę, więc w ogóle nie ma już wątpliwości czyja to miejscówka):
Ostatnio urządziliśmy też w domu grupowe odrobaczanie - Filip pierwszą połowę tabletek wciągnął w jedzeniu, niestety z drugą chyba się pokapował o co chodzi i na nic zdały się wszelkie fortele: nie i już, wszystko zostało wyplute. Zostało więc tylko zapakowanie prosto do pyszczka i mimo doświadczenia i pewnej ręki z Filipem było dużo trudniej niż przypuszczałam. Wywinął się jak żmijka, nasyczał na mnie (u niego niespotykane) i uciekł. Najgorsze, że potem cały dzień uciekał w panice, jak tylko mnie zobaczył, myślałam że serce mi pęknie
Całe szczęście na drugi dzień tak jak zwykle przyszedł rano rozmruczany do łóżka i wtedy odetchnęłam. Wprawdzie przez kilka dni trochę jeszcze był nieufny w miejscu, w którym go złapałam, ale już i o tym chyba prawie zapomniał.
Ranki i drzemki zazwyczaj wyglądają jak na zdjęciach - aż trudno spać od tego mruczenia i ugniatania. No i nie wiem, czy Filip podpatrzył to u naszych kotek czy sam wykombinował, ale zaczął wchodzić pod kołderkę. Wystawia tylko głowę i przytula się na łyżeczkę
Ostatnio zasnęliśmy obok siebie pod kołdrą popołudniu, a kiedy obudziłam się po półtorej godziny, Filip dalej leżał obok, nawet nie zmienił pozycji. Idealny kot dla wielbicieli drzemek, polecam


Na koniec jeszcze dowód, że kontrola jest i wszystkie posty Filipa przechodzą odpowiednią redakcję i korektę przez samego zainteresowanego - kasuje, co mu się nie podoba i dopisuje parę zachwytów pod swoim adresem (to na wypadek, gdyby zdziwiło kogoś, skąd u mnie tyle ochów i achów na jego temat
) Ale Ciiiii, kończę już, zanim zobaczy ten dopisek.

Filip w końcu nam się trochę rozbrykał pod kątem zabawy: na początku pobytu nie bawił się wcale, potem trochę, ale teraz to już całkiem się rozkręcił
Kiedy pogoda sprzyja, kąpiele słoneczne są na porządku dziennym - na podłodze, na kanapie, na parapecie, na stole... na który, ekhem, koty miały raczej nie wchodzić, ale:
1. Przecież tak słodko sobie leży.
2. Przecież tak ładnie się wygrzewa.
3. Przecież jest taki kochany.
A jak zobaczyłam, że leży razem z Psotką, która najbardziej niechętnie podchodzi do nowych kotów, to już w ogóle serduszko mi się roztopiło i jeszcze je pochwaliłam, że takie grzeczne.
Z Nitką z kolei leżakuje czasem w naszym łóżku (może inaczej: to my leżakujemy czasem w kocim łóżku - ostatnio na dodatek trochę linieją na wiosnę, więc w ogóle nie ma już wątpliwości czyja to miejscówka):
Ostatnio urządziliśmy też w domu grupowe odrobaczanie - Filip pierwszą połowę tabletek wciągnął w jedzeniu, niestety z drugą chyba się pokapował o co chodzi i na nic zdały się wszelkie fortele: nie i już, wszystko zostało wyplute. Zostało więc tylko zapakowanie prosto do pyszczka i mimo doświadczenia i pewnej ręki z Filipem było dużo trudniej niż przypuszczałam. Wywinął się jak żmijka, nasyczał na mnie (u niego niespotykane) i uciekł. Najgorsze, że potem cały dzień uciekał w panice, jak tylko mnie zobaczył, myślałam że serce mi pęknie
Ranki i drzemki zazwyczaj wyglądają jak na zdjęciach - aż trudno spać od tego mruczenia i ugniatania. No i nie wiem, czy Filip podpatrzył to u naszych kotek czy sam wykombinował, ale zaczął wchodzić pod kołderkę. Wystawia tylko głowę i przytula się na łyżeczkę
Na koniec jeszcze dowód, że kontrola jest i wszystkie posty Filipa przechodzą odpowiednią redakcję i korektę przez samego zainteresowanego - kasuje, co mu się nie podoba i dopisuje parę zachwytów pod swoim adresem (to na wypadek, gdyby zdziwiło kogoś, skąd u mnie tyle ochów i achów na jego temat
Pewnie, ze trzeba pilnować co Człowiek pisze ;-)
Hemingway mawiał: „Posiadanie jednego kota prowadzi do posiadania następnego”, dlatego też z Marianną i Kreską gościliśmy Izaurę i Leonsję, a wcześniej Dramata Niezłomnego oraz Kostka ❤
Co tam u Filipa? Sami nie do końca wiemy, bo ostatni tydzień spędził z rezydentkami pod opieką petsitterki
Podobno był bardzo grzeczny, super bawi się wędkami i chyba nam jeszcze trochę zodważniał, bo wprawdzie dał się pogłaskać opiekunce dopiero po kilku dniach, ale za piórkami i laserkiem biegał od początku
Wróciłam wczoraj w nocy i Filip jako jedyny nie przyszedł się przywitać - patrzył na mnie tylko półprzytomnymi oczami z siedziska, w którym uwielbia leżeć (siedziska były nasze przez jakieś pół dnia, teraz należą głównie do kotów), dał się pogłaskać i poszedł spać dalej. Za to rano tradycyjnie zaanonsował się miauknięciem i wparował do łóżka. Taki był podekscytowany, że chyba z dziesięć razy wchodził i wychodził spod kołdry, ocierał się pyszczkiem o moją głowę i uwalał boczkiem na szyi. W końcu przytulił się na łyżeczkę i dał jeszcze trochę pospać 
Tunel został odkryty stosunkowo niedawno - to znaczy wcześniej Filip bardzo się tunelem interesował i nawet kilka razy zaglądał do środka, ale ostatnio zaczął siedzieć w nim dłużej
Bawią się w nim również z Nitką, która tunel ubóstwia: często jedno jest w środku, a drugie do niego zagląda albo bierze rozbieg i wpada z impetem na tunel
Tutaj w przerwie od zabawy, jakoś tak grzecznie usiadły (ale to tylko pozory).
Na koniec jeszcze dwa oblicza Filipa. To bardziej dostojne...
...i to mniej dostojne. Ale obydwa prawdziwe

Tunel został odkryty stosunkowo niedawno - to znaczy wcześniej Filip bardzo się tunelem interesował i nawet kilka razy zaglądał do środka, ale ostatnio zaczął siedzieć w nim dłużej
Na koniec jeszcze dwa oblicza Filipa. To bardziej dostojne...
...i to mniej dostojne. Ale obydwa prawdziwe
Świetne wieści! 
Hemingway mawiał: „Posiadanie jednego kota prowadzi do posiadania następnego”, dlatego też z Marianną i Kreską gościliśmy Izaurę i Leonsję, a wcześniej Dramata Niezłomnego oraz Kostka ❤
Tak to sobie Filip bryka z Nitką
Pod tym kątem się dogadali, bo Nita bardziej skora do zapasów niż Psotka, więc teraz codziennie odstawiają wspólne gonitwy i zabawy. Psotka włącza się kiedy ma ochotę, więc wszyscy są szczęśliwi 
https://youtu.be/d7wrHXptOak?list=PLHck ... UBsjrJmhOM
https://youtu.be/d7wrHXptOak?list=PLHck ... UBsjrJmhOM
Większość zmian w Filipie jest drobna – kolejny metr bliżej do drzwi, truchtanie zamiast ucieczki, przystanięcie po paru krokach od spłoszenia się i odwrócenie w stronę tego, co go przestraszyło, wyjście spod łóżka po minucie, dwóch, pięciu zamiast po godzinie. Siedzenie z rezydentkami o krok bliżej każdego dnia, tak że któregoś rana patrzysz na trzy koty siedzące obok siebie na parapecie, wspólnie wpatrzone w gołębie albo obserwujące ludzi za oknem. A czasami sama nie poznaję Filipa, zwłaszcza gdy widzę jak bardzo zmienia się w stosunku do obcych w domu. Coraz śmielej przychodzi, czasem wepchnie się na kanapę obok, czasem nie, ale zawsze krąży gdzieś w pobliżu, nieśmiało podchodzi i odchodzi, zainteresowany i chętny do kontaktu, jednak niepewny czy tej nowej osobie na pewno można zaufać. Ostatnio odwiedził nas fachowiec od łącza internetowego (przegryziony światłowód – nasza miłość do kotów: niepoliczalna + 250zł) i Filip pierwszy przyszedł do pokoju potowarzyszyć w naprawie. Nie dał się wprawdzie pogłaskać, bo to za szybko, ale chodził, przysiadał i obserwował. Jeszcze niedawno by się to nie wydarzyło, bo człowiek im większy (i głośniejszym krokiem) tym straszniejszy, więc mężczyźni mają ciut trudniej – a tu proszę! Sam, z własnej woli, zaledwie po kilku minutach od wejścia zapoznawał się z gościem. Kiedy przypomnę sobie drżącego, zestresowanego kocura schowanego w łazience, w kącie pod rurą, to aż nie chce mi się wierzyć, że kiedy to piszę, Filip leży wyluzowany na parapecie, przy otwartym oknie, za którym jeżdżą tramwaje, samochody i słychać kontenery opróżniane do śmieciarki, i nawet mu nie drgnie powieka ❤