Za nami drugi tydzień wakajek księżniczki Rity u Maurera
Nasze dni wypełnia powtarzalny rytuał:
Rano
Księżniczka, gdy tylko zwietrzy ruch w domu za drzwiami jej pokoju, zaczyna wyśpiewywać arie operowe, abyśmy na pewno nie zapomnieli, że należą się poranne głaski, zabawa i śniadanko. Ponieważ do zabawy dziewczynka jest bardzo chętna, a ulubione piórka potrafi niestrudzenie mordować, czasami zleci mi u Ritki nawet i pół godzinki

Gdy już mi opowie, co się działo w nocy, wybiega i zbierze ustawowe miziaki, rusza do miseczek i aż miło patrzeć, jak chętnie pochłania śniadanko.
W ciągu dnia
Ritka to ideał dla pracujących w tym samym pokoju - cały dzień do obiadu przesypia, nie zaczepia, nie przeszkadza. No chyba że ma dzień z fazą na wchodzenie na kolanka

Bo, drodzy państwo, okazało się, że Ritka to kotka nakolankowa! Jest to dla nas nie lada odkrycie, ponieważ to już trzecie wakajki Ritki u nas i dopiero teraz - rzecz by się chciało: do trzech razy sztuka - nauczyła się wgramalać na kolana i przesiadywać na nich bez pośpiechu, ba! nawet zasypiać!
Wieczorem
Wieczorna pora to dalsze harce i gonienie myszek i rybek, szaleństwa w kartonie i tunelu. Gdy już dziewczynka się zmęczy, startuje do kolacji. A później znowu przytulańsko i nabijanie licznika głasków

Przy tym wszystkim Rita cały czas traktorzy na pełen regulator.
Przy podawaniu leków jest absolutnie bezproblemowa.
Przy korzystaniu z kuwety jeszcze nie widziałam tak czystego kotka - z kuwety nie wydostaje się praktycznie ani jedno ziarenko żwirku!
Przed piątkową wizytą u weterynarza (o której napiszę osobno) Ritka zaliczyła manicure i pedicure - i chociaż nie była wybitnie zadowolona, wizyta w kocim spa została zaliczona z sukcesem
